Tam, gdzie łączą się sfery... - forum

Nie jesteś zalogowany.

#176 2008-01-22 10:42:04

Freeze
Moc
Od: by tu wziąć bimber?
Zarejestrowany: 2005-09-17
Posty: 532

Re: Gra - Po tarczy zegara

- Skurwysyyyn! Czemu!? Czemu?! No, na rozchełstane kataryny i urżniętych kapłanów, na orgie Tyra i święte cycki Mystry! Czemu zawsze mnie to spotyka! Cholerny Wieloświat byłby taki piękny gdyby nie to! Czemu? Czy to jakiś pieprzony rąb i tnij? Ty, tam na górze, skończ swoje problemy inaczej... - biadolił Szakal.

- Czyńmy pokój! Nie czyńmy zła! Zło to brak jedzenia! Zupa dla głodnych! Pyry dla ubogich! Niech jedzą ciastka, są tańsze niż chleb, i co ty na to powiesz? - inteligentnie zripostował Furiat.

- Jesteśmy w ciemnej, głębokiej, czarnej... - westchnął Derwisz.

- Znikąd pomocy, kur...

- Buahahhaha, zupa błogosławieńswem narodów...

- ...paskudnej, odległej, smutnej...

- Koniec! On to zrobił! Nadchodzi! Jest blisko! Nikt nie wie co przyniesie jutro, więc zanieś depozyt do banku! Tam mają siłę! I wielkie krokodyle! Szedł se bies, rąbnął go pterodaktyl! Buntownicy w Baator uwolnili Dis, bez pomocy Tanar'ri awantura za remizą! Wysoki Tally nigdy nie był pijaczyną, ani żulem! On był uzależniony! Prawo śmiedzi, a wy razem z nim.
A ja! ?ądam sądzenia za kilkanaście morderstw na ?askobójcach, zbrodnie wojenne, kradzieże, profanacje, zakłócanie spokoju publicznego, świętokradzwo i udawanie kapłana Protektora Rygoru! Aha, także za udział na Wojnie Krwi po obu stronach konfliktu, zabójstwa na Pierwszej Materialnej, udział w zorganizowanej grupie przestępczej i wiele innych. I stawianie oporu!

Furiat rzucił się na ?askobójców. Mordować, niszczyć, nieść chaos.


Tomatador

Offline

 

#177 2008-01-28 13:57:17

Chrx
Marcowe emo
Od: Ździcha
Zarejestrowany: 2006-06-14
Posty: 233

Re: Gra - Po tarczy zegara

Lacer & Sougad


Półczart uśmiechnął się od ucha do ucha.
- Taką miałem nadzieję… Czujcie się ukarali... W IMI? PRAWA! – ostatnie trzy słowa wykrzyczał przywołując do wznoszącej się w górę lewej ręki odrobinę mocy prawa, której następnie użył do wypełnienia placu potężną aurą praworządności, osłabiającą Sougada i Lacera. Zaraz po rzuceniu zaklęcia łaskobójca chwycił oburącz halabardę i wymruczał pod nosem.
- Może to i poniżające, że muszę walczyć z takimi kmiotkami, ale dawno nikogo nie rozsmarowałem po ścianie… Ta grupka będzie niezłą rozgrzewką przed zemstą na tym skurlonym Sir Rygorze…
Ruszył do przodu, wychodząc naprzeciw szarżującemu Sougadowi i przygotowując halabardę do szybkiego cięcia.

Tymczasem na pole bitwy wbiegł oddział dziesięciu dobrze opancerzonych strażników miejskich i widząc walczącego Kapitana również oni przygotowali broń do walki.
Zerkając na nie palącego się zbytnio do ucieczki Lacera, mniszka westchnęła mocno i po wyszeptaniu czegoś bardce skoczyła ku strażnikom, w locie już skręcając kark jednemu z nich.




Szarża

Lemur rozpadł się natychmiast na dziesiątki drobnych strzępów po ciosie i równie dobrze poszło z mnichem. Szczęśliwie Szarża już pierwszym ciosem trafił w stopę i odczołgujący się pijany mistrz miał jeszcze mniejsze możliwości manewru, co łaskobójca bezlitośnie wykorzystał raniąc go boleśnie trzema ciosami korbacza, a w końcu dobijając efektownym rozszarpaniem głowy przeciwnika jednym, miażdżącym ciosem wzmocnionym dodatkowo mocą grzmotu. Zakrwawione wnętrzności łba pijaka zmieszały się na ziemi ze strzępami lemura tworząc obrzydliwą mozaikę czerwono-zielonej mazi.
Kolcakowi nie było jednak dane odpocząć, bo barbazu zdążył się już otrząsnąć i szybkim ciosem młota rozbić na tysiące kawałeczków lodową ścianę. Tysiące malutkich, ostrych kawałeczków, które spadły prosto na łaskobójcę i gdyby nie jego gruba skóra mogłyby mocno poranić, a tak pojawiło się u niego tylko kilka draśnięć i jedna lekka rana. Barbazu kontynuował jednak atak, robiąc zamach na Szarżę z lewej.
Tymczasem Grywius rzucił się w pościg za osyluthem wymadziwkaąc gro?nie swoim mieczem i dodatkowymi ramionami.



Modron & Ripsnock


Starzec podrapał się po brodzie i uśmiechnął się półgębkiem.
- Hm, coś czuję, że temu podołasz… Najlepiej żebyśmy od razu wzięli się do rzeczy… Wyd?więk, będziesz tak miły i skoczysz po Marie?
- Tak jest, już się robi. – rzucił modron, otworzył drzwi i pobiegł schodami na dół.
- Tak, więc słuchaj, a jeśli się zdecydujesz to zaraz będzie tu szanowna Madame Marietta, która wprowadzi cię w szczegóły. Chodzi o dużą sprawę, bo o wkradnięcie się do pałacu samych władz Rygoru. Nie jest to jednak takie trudne, bo opracowaliśmy pewien dość… khem… ciekawy plan dojścia do tego, a jedyne czego nam obecnie brakuje to odpowiedniego modrona… Słuchaj uważnie, każdego dnia, nad ranem, gdy do Korony…

***

Podczas gdy genasi kontemplował słowa handlarki do sklepu wpadł nagle wyjątkowo duży modron z fikuśnym kapeluszem z piórkiem na głowie i przyczepioną z tyłu lutnią.
- Moje uszanowanie, Madame. – rzekł zdejmując kapelusz i wykonując coś na kształt ukłonu. – Mistrz Koll byłby bardzo rad, gdyby niezwłocznie go pani odwiedziła. Chodzi o sprawę Korony. – wyra?nie podkreślił ostatnie słowo. 
Ripsnock oderwał wzrok od mimira i skupiło na modronie.
- Dobrze słyszałem? Koll?
- Tak jest, szanowny panie. Mistrz Koll, mędrzec i uzdrowiciel, kamienica naprzeciwko, parter, pierwsze drzwi na prawo. Zapraszamy. – wyrzucił z siebie jednym ciągiem modron. Widać, często powtarzał tę formułkę. Uśmiechnął się lekko, lecz na widok ganiącego i zdenerwowanego spojrzenia półczarcicy mina mu zrzedła.
- Wyd?więk, ty pordzewiały huncwocie! Zepsułeś mi całą zabawę! A żeby cię wszystkie…
Uchylił się szybko przed lecącym w jego stronę czymś, co z grubsza przypominało siodło, ale było o wiele za szerokie jak na konia.
- Przepraszam, najmocniej przepraszam, błagam o wybaczenie, ale to naprawdę pilna sprawa… Możliwe, że Mistrz znalazł w końcu odpowiedniego wykonawcę planu.
- Hmmm, a to już coś ciekawszego… Nie zepsułeś mi jednak tak humoru, jak w Baatorze nie słyszeli o takich bezeceństwach kulinarnych. Idziemy. Przy okazji zaprowadzisz też te miłe, słodkie smoczątka do naszego młodzieniaszka. Sądzę, że nie chcieliby go spotkać na swojej drodze. – to powiedziawszy półczarcica z trudem wyciągnęła swoje ogromne cielsko zza lady i zarzuciła na plecy parodię wyjściowej chusty oraz o wiele za mały kapelusz na głowę. Następnie ruszyła krótkimi krokami do wyjścia, ciągnąc po drodze azera za brodę i tym samym wytrącając go z transu w jaki wprowadziła go magiczna tarcza. Cała piątka skierowała swoje kroki do kamieniczki…

***


Gdy starzec był już w połowie opowiadania modronowi, na czym polega tajny plan, do pokoju bez pukania wkroczyła Madame Marietta. Ciężko było z początku stwierdzić czym była, szczególnie, że przez pierwszą minutę przeciskała się przez zdecydowanie za małe dla niej drzwi. Jej skóra licznie wypływająca spod przyciasnej, czerwonej sukni miała zielony odcień, ramiona miała długie i umięśnione jak u bardzo silnego mężczyzny, ale nogi krótkie i najwyra?niej z trudem utrzymujące wielkie cielsko. Z tyłu, zza sukni wystawały długie, błoniaste skrzydła, które można by nazwać podobnymi do nietoperzych gdyby nie jeden szczególik- były jakby odwrócone o 180 stopni. Modron wolał nie zastanawiać się jak ona latała. Twarz naznaczona była kilkoma bliznami i ohydnymi brodawkami. Spod rozrzuconych w nieładzie czarnych włosów błyszczały krótkie różki i wielkie, niebieskie oczy. A teraz już zielone. Nie, czerwone... O, znowu niebieskie... W każdym razie- kolorowe. Wewnątrz nich zaś poruszały się niezależnie od siebie dwie maleńkie, czarne tęczówki. Konstruktowi wydawało się nawet raz przez sekundę widział płynącą gdzieś głęboko wewnątrz malutką żabę. Gdyby miał określić rasę dziwnej kobiety powiedziałby, że to półczarto-ćwierćchaondo-ćwierćczłowiek, ale nie miał pełnej, co do tego żadnej pewności. Zaraz za nią do niewielkiego pokoju wszedł azer w sfatygowanej, lekko zardzewiałej zbroi półpłytowej ( odpowiednio uciętej przy ramionach i szyi, tak by nie stykać się z jego płonącym zarostem) i grubych spodniach. Nie miał butów. Na plecy założony miał spory, skórzany plecak i dwuręczny topór obusieczny. Oczy były barwy roztopionego metalu, a w jego oddechu czuć było siarkę. Płonąca dookoła jego głowy grzywa robiła spore wrażenie, lecz większą uwagę przyciągała jego lewa ręka, a raczej jej brak. W miejscu ręki miał zbudowane z przeróżnych, mechanicznych i organicznych elementów, ramię przypominające rękę. Na każdym z palców implantu założony był jeden złoty pierścień, każdy z innego koloru kamieniem szlachetnym. Ogisty krasnolud skłonił się nisko wszystkim.
Następnie przez drzwi przeszedł Wyd?więk, a tuż za nim… przeniesiony tu razem z Modronem z „innego” Rygoru genasi pary wraz ze swoim mefitem.
Genasi również od razu poznał modrona z kwiatkiem, a także siedzącego pod ścianą Rufusa, rozebranego do pasa, z paskudną raną w boku. Poza nimi w pokoju był też dość stary aasimar w zielonej todze i z długą, siwą brodą oraz dwa modrony- jeden równie wysoki jak ten, który ich tu przyprowadził z niewyrażającą żadnych uczuć twarzą, w skórzanych rękawicach zdobionych runami na każdej dłoni i z wypełnioną po brzegi szklanką wody na głowie, a drugi dość zwyczajny poza wymyślnym lusterkiem, jakie trzymał w lewej ręce.
Na początek wszyscy zaczęli wymieniać grzeczności i Ripsnock dowiedział się, że modron w kapeluszu to Rudolf, ale mówią na niego Wyd?więk; ten w rękawicach to Warus zwany Złotnikiem, ten z lusterkiem zwie się Toro48, a modron z kwiatkiem jest „jednostką CX236”. Starzec okazał się oczywiście Kollem, a Rufus- Rufusem. Genasi dowiedział się również, że Marietta jest Mariettą, Athan- jakimś azerem, a on- jakimś tam genasi pary, zadającym stanowczo za dużo pytań. Do przedstawiania Shnela jakoś nikt się nie palił, więc, mrucząc pod nosem kilka przekleństw, zrobił to sam. Tak samo azer zaraz poprawił Madame, że nazywa się Athan i „wyprasza sobie takie poniżanie”.
Nim całe to zamieszanie się zakończyło Koll zbliżył się do Marietty i zaczął jej powoli tłumaczyć, że znalazł chyba w końcu odpowiedniego konstrukta i jest nim właśnie „jednostka CX236”.


"I'm nobody! Who are you?
Are you nobody, too?
Then there's a pair of us - don't tell!
They'd banish us, you know.

How dreary to be somebody!
How public, like a frog
To tell your name the livelong day
To an admiring bog!"
(Emily Dickinson)

Offline

 

#178 2008-02-02 13:17:02

Egaheer
Gestor
Zarejestrowany: 2007-04-12
Posty: 188

Re: Gra - Po tarczy zegara

[b]Modron z kwiatkiem na głowie[/i]

M-Czasem żałuję, że jestem modronem.
K-A dlaczego?
M-No bo widzę rzeczy których zobaczyć nie chciałem

Oczywiście chodziło modronowi o tą dziwną kobietę; zmiany kolorów teńczówek, żaby w oku, dziwne skrzydła... W swojej bazie danych nie było wieści na temat takich istot.
No i jeszcze te organiczne typy zdenerwowały modrona, jeden zaczął gadać co chce robić, wbiła inna istota, potem kolejne i tak mamy bajzel. Zaintrygowany był on tym, że pojawił się tutaj ten typ, co pojawił się razem z nim w tej dziwnej czasoprzestrzeni.

Kłótnia tych organicznych istnień nie była dla modrona czymś ciekawym, biadolenie od rzeczy, kto jak się nazywa. Używają jakiś dziwnych nazw zamiast związków prostych słów tj. np. "Ale śmierdzisz".

Ale w takiej sytuacji co należy robić? Usiąść i czekać, aż się to skończy. Tak też i modron uczynił. Usiadł se a jego miedziane pseudostruny głosowe śpiewały pieśń, która się jemu przypomniała:

،فخ ةه ئشقشئ حخصهث
ئث ةخيقخىخة ىهؤ ىهث صخمىخ
فثةع ؤهسنىث تشتث سخصهث
فشة ليئهث لاغمخ سفشقث نخمىخ


ܩܵܐ ܪܘܼܡܪܵܡܵܐ ܕܫܸܡܵܐ ܪܵܡܵܐ

Offline

 

#179 2008-02-02 19:02:43

Lunar
Administrator
Zarejestrowany: 2007-02-04
Posty: 515

Re: Gra - Po tarczy zegara

http://img411.imageshack.us/img411/1983/szarzayy1.jpg

Szarża Bezwzględny

- Taak... siła czyni rację. - Szarża uwielbiał to. I uwielbiał fakt, że każdy z otaczających go diabłów mógł śmiało mu czmychnąć prostą teleportacją. Szarża był jednak na to przygotowany, więc nie przemęczał się i wykonał prosty pełny atak serii ciosów na brodatego barbazu.

Offline

 

#180 2008-02-02 21:36:12

Faerish
Administrator
Od: Z Twojego komputera
Zarejestrowany: 2005-12-23
Posty: 631
Serwis

Re: Gra - Po tarczy zegara

Ripsnock ucieszył się, że wszystko się dobrze skończyło. Czasem nawet lubił happy endy. Zaraz, zaraz... po odzyskaniu księgi i zdobyciu plakietki musi jeszcze odnale?ć mniszkę, sprawić żeby żaden pomylony fanatyk prawa w mrocznej zbroi uważający się za jego przyjaciela... cóż, wroga - się nim nie zainteresował. A, no i poza tym uciec z tego popieprzonego światu uprzednio dowiedziawszy się o co tu chodzi. Tak, to zdecydowanie nie był żaden end.

W czasie gdy kobieta rozmawiała z aasimarem on podszedł do Rufusa.

- Witaj. Ależ wy tu macie w tym nowym Rygorze portali więcej niż w Sigil. I to w najmniej pożądanych miejscach. Wyobrażasz sobie, że wpadłem w sam środek Acheronu?! No ale jestem tutaj. Mam nadzieję, że zabrałeś moją księgę czarów, bo szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie bez niej życia. Poza tym, bracie, przydałoby się - pomyślał, że ktoś może podsłuchiwać - "naprawić" plakietkę. No i chętnie dowiedziałbym się, czy nie miałeś potem żadnych problemów?
- Ach, powinieneś też wiedzieć, że ten modron - ukradkiem wskazał na pudło z kwiatkiem - był jednym z tych, którzy wraz ze mną tu "przybyli". On może wiedzieć, gdzie jest mniszka. Ale lepiej postępować z nim ostrożnie - wygląda na to, że długotrwała separacja od innych modronów sprawiła, że... no cóż, niektóre trybiki się poprzestawiały. Może się zachowywać troszkę niecodziennie i sprowadzić kłopoty... ale jakoś trzeba do niego podejść.


Let's Fuckin' Riot! Go!

Offline

 

#181 2008-02-12 13:19:49

Gorn
Majowa Cholera
Od: PodWawie.
Zarejestrowany: 2006-05-13
Posty: 147

Re: Gra - Po tarczy zegara

Plan był taki: je?dzić sobie szybciutko i nie dać się stłamsić, przez te ograniczone umysły.

Alfredzie, która godzina?
Nie wiem, ale, zapewne, odpowiednia na śmierć.
Pewnyś?
Jak amen w pacierzu.
Cóż za, khem, oryginalny zwrot.
Prawda?
Bartłomieju?
Wal się!
Oh, niegodny.
Który poodkurza?
Ja nie! Bo w końcu - ile razy można?
Szwadron Biało - Biały, w lewo: skręęęęć!
Jasne.
Chyba w Twoim świecie.
Któryś chętny na spaghetti?
Na co?
Piekło i gówniani szatani!
A?
Ano nic, nie da się doszorować dzioba.
Próbowałeś o tamten krawężnik?
Wal się!
Bartłomieju!
Wal sie!
Bo cię przeciągniemy pod kilem.
Nie rozśmieszaj mnie.
Widzę, że nic do gadania tu nie, khem, mam, a?

I zaiste, poczuł, że flamingi przestały zwracać na niego uwagę. Poczuł się urażony totalną olewką świata. Zastanowił się nad jednym...
Albo, nie.
-Niohhahaha, gińcie, parszywe, khem, burako braty. Psi syn, a?
I wystrzelił ostatni pocisk z różdżki. W kierunku najbliższego oponenta.


IRC...
"<Goorn> I jeszcze na odchodnym dała mu wiersz do zastanowienia się ^^
<Faerish> lol
<Faerish> jaki?
<Faerish> boze
<Faerish> dawac wiersze
<Faerish> to musi byc niewyzyta pinda
<Faerish> pewnie lubi sado-maso"

Offline

 

#182 2008-02-12 19:15:20

Freeze
Moc
Od: by tu wziąć bimber?
Zarejestrowany: 2005-09-17
Posty: 532

Re: Gra - Po tarczy zegara

- Wiwat Mozambik! Cegły i syrop do, prawda, diabła! - zawył Furiat, spróbował się zatrzymać i nie wyrżnąć w cholere.
Bo żyje sie po to, by nie umierać.
Bo jest milion powodów i każdy zaczyna się na "n" i kończy "zaproś ją"!
Bo ktoś tu nadużywa, prawda, N.G., nieprawdaż?
Bo Syriogrande wylało wyjątkowo.
Bo nie zaczyna się zdania od "bo".
Bo tak.

- Jesteś brzydkim, okrutnie poszarganym wariatem, prawda? Doprawdy jest to ohydne, ha ha ha! On to zrobił! - wypowiedział się Szakal.
- Wszystko jest be. Nic nie ma sensu i wszysko, prawda, ma sens. - mądrze stwierdził Derwisz.
- Jesteśmy tym, kim chcemy być... - stwierdził Szakal.
- ?nie o snach, które są o snach... - odpowiedział mu Derwisz.
- Kwiat wiśni kwitnie na Polu Jedwabnych Duchów...
- ?wietliki tańczą pod srebrną tarczą księżyca...

Idzie koniec świata, stwierdził Furiat.


Tomatador

Offline

 

#183 2008-03-02 15:44:13

Chrx
Marcowe emo
Od: Ździcha
Zarejestrowany: 2006-06-14
Posty: 233

Re: Gra - Po tarczy zegara

Ripsnock & Modron


- Ależ oczywiście. – rzucił Rufus – Wasza księga. – wyciągnął spod leżącego na oparciu krzesła płaszcza książkę i podał ?liskiemu. – A teraz wybaczcie na chwilę...
Wstał i odezwał się do aasimara.
- Mistrzu, nie ma już żadnych wątpliwości. Ci mili magowie właśnie uświadomili nam, że te modrony są z całą pewnością Wyrzutkiem. – tu wskazał na mruczącego coś pod nosem modrona z kwiatkiem.
- No, mój drogi. – starzec z niespodziewaną jak na jego wiek energią klasnął w dłonie – Czyli sprawa prawie rozwiązana. Gdybym tylko potrafił cię na czas uzdrowić...
- Przepraszam, że się wtrącam – rzucił Wyd?więk – Ale o ile się nie mylę to ten genasi, który przyszedł tu za Madame jest magiem, taknie?
- Dobra myśl, Wyd?więk! – poparł go Rufus.
- Pytanie: czy się nada, ciepła z niego oranżada... Syyp. Miałam już okazję przekonać się, co z niego za ziółko! Chciał porwać moją rodzoną dziecinkę, uwięzić ją w jednym zamku z jakimś krwiożerczym księżniczkiem i czekać, aż Bahamut przyjdzie go uratować, a potem cap i Tiamat tryumfuje!
- Rufus? – spytał starzec.
Diablę spojrzało kątem oka na Ripsnocka, potem wszystkie oczy w pomieszczeniu się na nim skupiły... aż w końcu Rufus uśmiechnął się i odpowiedział:
- Chyba nie mieliby nic przeciwko... Chyba się nadadzą... Też potrzebują pomocy, a coś nam mówi, że Korona byłaby dla nich taką odpowiedzią jak dla nas... Tak. Sądzimy, że można ich brać. Ręczymy za nich.
- To chciałem usłyszeć! – starzec prawie podskoczył, cały uradowany, po czym kiwnął brodą na ?liskiego, by się zbliżył i podszedł do modrona z kwiatkiem.
- Mój drodzy. Ja, Autrygiothiah Koll, obecna tu szanowna moja przyjaciółka Marietta, jej jakże szanowny syn, Rufus oraz nasi, khem, wspólnicy z frakcji od dłuższego czasu planujemy sporą dość sporą, khem, nazwijmy to misją. Otóż, do akcji niezbędny jest modron, toteż dlatego „góra” wyznaczyła do niej nas. Nie ma w Rygorze większych, khem, specjalistów od modronów. Musicie wiedzieć, że tabliczki, szmuglowanie artefaktów, wytwarzanie przeklętych urządzeń i leczenie poturbowanych w wojnach gangów to jeszcze nic... Ja wraz z Rufusem regularnie wybieramy się do Mechanusa, gdzie... no, khem... jakby to... por... albo...
- ...ratujemy! – dokończył za niego Wyd?więk.
- O, to to! Ratujemy te biedne konstrukty z okowów niewolniczej i bezwolnej pracy w sferze trybów, a następnie przetransportowujemy je bezpiecznie do naszej kryjówki w Rygorze, gdzie Marietta z pomocą swoich niesamowitych zdolności ukazuje im piękno wolności pracy dla własnych korzyści, by potem móc wypuścić ich w świat, gdzie będą mogły nająć się u jakiegoś bogatego pracodawcy i prowadzić godziwe życie! – zakończył Koll.
- Czyli, łatwo mówiąc: porywamy niewolników od ich pilnowaczy z Mechanusa i sprzedajemy innym ciemiężcom w Rygorze i na Acheronie. – rzuciła Marietta.
Koll zgrzytnął zębami.
- Można to i tak ująć, ale to spore uproszczenie. W każdym razie- jak widzicie chociaż na przykładzie Wyd?więka i Złotnika, nasze modrony są zdrowe, wesołe, dobrze traktowane i nie mają na co się skarżyć. Ale pozwólcie, że przejdę już do meritum. Otóż, chodzi o, khem, infiltrację...
- Włamanie – poprawił go Rufus.
- Aaa, nazywajcie to sobie jak chcecie. W każdym razie, chodzi o wejście na teren Pałacu Korony i zabranie stamtąd pewnych przedmiotów.- przerwał i popatrzył po słuchaczach – Nawet nie szczególnie wartościowych, ale dla NAS bardzo ważnych. Nie jest to nawet zbytnio niebezpieczne, o ile ekipa będzie trzymać się planu. Mianowicie- Pałac jest strzeżony niczym najlepsza twierdza, nie rady się do niego wkraść, a więc jedyne co można zrobić to wejść frontowymi drzwiami, w pełnych światłach jaśni. Jak? No, cóż. Dokładnie co pentadzień z portalu łączącego Rygor z Automatą wychodzi wyznaczony, za każdym razem inny, czarodziej wraz z podległym mu modronem, którzy przenoszą ściśle tajne informacje pomiędzy tymi dwoma miastami. Następnie, po przejściu dzielącego ich kręgu wchodzą oni do pałacu, okazując specjalne przepustki, to jest, specjalną iluzję, która wgrana została do pamięci modrona (dlatego niezbędny jest nam potrafiący obsługiwać magię modron). Potem wchodzą do środka i... nikt ich już tam ponoć nie pilnuje. Mają status wyższych person nietykalnych i tylko oni wiedzą gdzie, jak i komu oddać swój raport... A co za tym, idzie, mają wolną rękę w przemieszczaniu się tam. Rozumiecie? – starzec zatarł z zapałem dłonie.
- Po wejściu do pałacu wystarczy znale?ć salę magazynową, gdzie znajdują się potrzebne nam przedmioty, a potem wrócić. No, i tu pojawia się drugi problem... Ze względu na to, że Korona jest być może nawet najbardziej strzeżoną fortecą na Zewnętrzu nikt nie ma jej planów, a co za tym idzie- nie wiemy, gdzie są te przedmioty... Ale tu pomóc nam może kolejna niezwykłą zdolność Marietty. Otóż, musicie wiedzieć, że nie odczuwa ona rzeczywistości tak jak my...
Azer pokiwał lekko głową i mrugnął do Ripsnocka, uśmiechając się.
- Dla niej nie istnieje tu i teraz, a raczej istnieje tylko czasami. Większość jednak czasu nie odróżnia ona przeszłości od tera?niejszości czy przyszłości, a wszystko jest jednym, wielkim teraz. Podobnie z rozróżnianiem tu od tam. Co za tym idzie, widzi ona rzeczy, które już dawno temu się zdarzyły, dopiero się zdarzą albo nawet właśnie się dzieją, ale zupełnie gdzie indziej. Nie ukrywam, że dosyć trudna wyłapać, co z tego widzi w danej chwili, bo są to dosyć chaotyczne wizje, jest przepowiednią, a co już minionym wydarzeniem, ale to i tak dla nas duża pomoc. Nie powie wam ona zapewne całego planu drogi, a tylko zbitek przeróżnych zdań, ale jeśli dobrze wyłuskacie z nich wskazówki co do tego, co macie zrobić... – starzec spojrzał na Mariettę.
- Hmm, no tak. Cała odpowiedzialność na bidnego kobolda. Dobra, ta, no, jest. Słuchać, bo nie będę powtarzać! – Shnel profilaktycznie szybko wyjął i pogłośnił mimira.
- Zielony jednorożec prowadzi tylko w górę! Każda dziewica swój ogonek chwali, ale w pełnej sali kucharek tylko sześć. Nie ma skarbów, gdzie nie ma ryzyka. Wszystkie drzwi na lewo prowadzą do środka. Otwarte rany lubią się zabli?niać. Misie nie chodzą w parze z bezpieczeństwem. Tancerki są dobre, ale zabójczynie lepsze. Mogę się mylić. ONA was zabije, uciekajcie od razu. Jego też się bójcie. Skarbiec to śmierć, ale tylko otwarty. Złote zęby nie dają szczęścia. Pech chciał tę trzecią wieżę, gdy zmierzacie do czwartej. Tylko WOD?, nie powietrzem!! ?ysy szczur zdradzi. Ale mądra sowa pomoże, nie bezinteresownie. Konie lecą niebem ku czerwonym wrotom. Bójcie się światła świec. Wiatrak na koniec. Trójkąt pasuje do koła. Oczy węża kryją podpowied?. Duże zbroje szybko się rozsypują, a moc prastarych jest ulotna. Drewniane drzwi to nic dobrego. Metalowe są neutralne. I, pod żadnym pozorem, bez względu na okoliczności, bezwzględnie- NIE POD??AJCIE ZA BIA?YM DZIECKIEM! Chyba, że to już ranek będzie. – diablica zamilkła, a że nikt inny po tym osobliwym zbiorze porad nie śmiał się odezwać, cisza trwała dłuższą chwilę. W końcu przerwał ją aasimar.
- Czy to wam wystarczy? Podejmiecie się? Pierwotnie miał iść Rufus z którymś z moich modronów, ale żadne z nich nie zna Sztuki, a on jest teraz ranny. Jeśli przez najbliższe dni nie będę odprawiał odpowiednich rytuałów- czeka go szczurołactwo. – Rufus skrzywił się lekko, a pokojem zatrząsł spory huk- to Marietta zwaliła się na ziemię, zemdlona. Wyd?więk podbiegło niej z solami trze?wiącymi.
- No... – zaczął azer. – A ja mógłbym dołączyć? Przydałoby mi się zajęcie teraz, gdy jestem bez pracodawcy...
- Hmmmm... Teoretycznie mag może mieć ochroniarza, w kręgach teraz coraz niebezpieczniej.
- Aaa, zapłata?
- Hmmm. 4 tysiące sztuk złota na głowę was satysfakcjonuje?
Ognisty krasnolud otworzył szeroko usta. Rufus zapytał:
- Dysponujemy takimi sumami?! Czemu ja nic o tym...
- Tyle kosztują mniej więcej sprzęty trzymane w magazynie razem z tymi, które chcemy dla nas.
- Aaaaa...
- Hmmmm, niepewna suma. Ale piszę się na to. – krasnolud spojrzał na ?liskiego.
Starzec tymczasem patrzył na modrona, czekając na jego reakcje.
Rufus dodał:
- Oczywiście, możliwe, że Korona skrywa nawet więcej odpowiedzi na wasze pytania niż na nasze... No i, dostaniecie za pomoc oczywiście własne tabliczki. Ba! Mogę wam zrobić cały komplet tabliczek, od generała Rygoru po szarego niewolnika!



Szarża


Dwa ciosy trafiły barbazu, ale natychmiast odpowiedział młotem, przed którym szybko uchylił się Szarża. Drugi atak nie był już tai szczęśliwy- młot uderzył łaskobójcę z całą mocą w lewę ramię, tak, że aż usłyszał jak roztrzaskuje mu kości i miażdży kończynę. Ból szybko przeniknął całe ciało kolcaka, tak, że ten aż padł na jedno kolano. Diabeł tymczasem odskoczył i pokręcił ręką nad swoim młotem mrucząc coś. Następnie młot rozjarzył się czerwonawym światłem. Barbazu też się zmienił, bo oczy rozświetlił mu złoty poblask, żyły pod skórą zaczęły szybciej pulsować (co aż było widać), a żmije na brodzie wydały długi, przeciągły syk. Baatezu zaszarżował z uniesionym młotem do finalnego ciosu.



Lacer i Sougad


Uderzenie kuli ognia zwaliło natychmiast z nóg trzech strażników, a dwóch zapaliło. Dwóch innych walczyło już z mniszką, a dwóch ostatnich rzuciło się na Inwalidę.
Diabeł ciął halabardą i choć Sougad uskoczył w ostatniej chwili to cios ranił lekko w lewą nogę. Atak Furiata chybił, ale w tej samej chwili jego uszu doszły odgłosy pieśni śpiewanej przez Sheshlin i lekki brzdąkania jej banjo. Wraz z tą wpadającą w ucho balladą o rycerzach walczących z bestią w głębinach do serca Sougada napłynęła jakby nowa moc i chęć walki. Poczuł, że sobie poradzi. Wstał, przebiegł parę metrów, padł na ziemię przed ciosem halabardy, ale razem podskoczył na równe nogi i drugim susem już znalazł się przy diable, by ciąć go mieczem prosto w pierś. Cios chybił, ale diabeł szybko zaczął się wycofywać, widząc zdolności przeciwnika. Szukał czegoś w kieszeniach, trzymając cały czas broń w pozycji obronnej.
Tymczasem, z sąsiedniej uliczki wypadła nowa fala strażników, z których dwóch skierowało się na Sougada, szyjąc w biegu z procy do wojownika.


"I'm nobody! Who are you?
Are you nobody, too?
Then there's a pair of us - don't tell!
They'd banish us, you know.

How dreary to be somebody!
How public, like a frog
To tell your name the livelong day
To an admiring bog!"
(Emily Dickinson)

Offline

 

#184 2008-03-06 07:43:47

Egaheer
Gestor
Zarejestrowany: 2007-04-12
Posty: 188

Re: Gra - Po tarczy zegara

Modron z kwiatkiem na głowie

W czasie w którym grupa dyskutowała "a to a tamto". Modron sobie siedział i przyśpiewywał sprośne pieśni

ىهثؤا ىشة ئغتث اهحخيقشسفش
ةشؤهثت حثيثقشسفش
ئغتث ئغتث ه ىهث ةغتث
ةخىهنش قخلاه ةىهث مخيش ه يشتث يعحغ اثت

Po tej strofie kwiatek zapytał się modrona
K-No to co, szefie? Piszemy się na to?
M-A czemuż by nie? Dupa, przecie można ich wykiwać i samemu zgarnąć nagrodę. Nigdy nie wpadną na pomysł, że modron może okłamać i oszukać.
K-tyle, że te psie syny chcą użyć na nas jakiejś iluzji.
M-No fuckt, to może być problem. Zajmiemy się tym na miejscu.
K-Ja tam wolę planowanie, ale róbta co chceta.

Modron wstał z podłogi. Zawiasy, mimo że są w świetnej formie, to trochę zabolały modrona. Ale to nic. Pochodził sobie spokojnym krokiem po sali mówiąc normalnym tonem z nutką obojętności
-Krwawa małpa chwyta gwiazdę. Ognista woda utonęła. Zielony płomień poszedł na spoczynek. Betonowe marmury kruszą się pod stopą.- po tych słowach zwrócił się do tych barani łbów- idę z wami.


ܩܵܐ ܪܘܼܡܪܵܡܵܐ ܕܫܸܡܵܐ ܪܵܡܵܐ

Offline

 

#185 2008-03-12 18:16:14

Gorn
Majowa Cholera
Od: PodWawie.
Zarejestrowany: 2006-05-13
Posty: 147

Re: Gra - Po tarczy zegara

No więc.
Ach, ach.
Cały czas Wieloświata powoli przepływał bokiem. W ciszy, niezauważony.
?ałosna maska.
No, cóż.
Delikatnie uchylił się, schodząc z trajektorii lotu wściekłego flaminga. Będzie padać.
Czasami rozmyślał. Czasami sobie coś przypominał. Czasami kojarzył fakty. Nie zdarzało się to często, owszem, ale już tak bywało.
Nie podobał mu się fakt zabawy w pieprzonego tnij i siecz, dla odmiany zamienionego w wal i jed?. Gdzie rozmyślania, rozmowy, zagadki, ogólne rozkoszowanie się przygodą?
Coś czuł, że gdy on się błąka i nie ma nic do roboty oprócz normowania liczebności pewnych grup społecznych, ewetualnie siedzenia za to w więzieniu, inni świetnie się bawią. Pewnie obalają jakąś monarchię, czy planują obalenie Asmosia z jego stołka. W ogóle, pewnie mają świetny ubaw z jakiegoś obalania. Ah.
Tak, zapewne.
A on czuł się wspaniale. Pragnął dokonywać czynów, widzieć coś poza horyzontem złożonym z pseudo różowych cielsk. Czemu mu tego wzbronili, czemu, a?
-Alfredzie, o Pomazany Farbami, zostaw to jebane prześcieradło!
-Przpraszm.
- Na nic twe nędzne przeprosinki, umrzesz nim kura poranna zakracze!
- Cóż, trochę mi czasu zostało...
Odwrócił się od niego, urażony. Zwrócił uwagę na pewien detal, szczegół który mu unikał. Ktoś tam na niego biegł. Z czymś tam. Mhm. Ciekawe, czy krzyczał. To by było zabawne.
"O wielki Lacerze, racz mnie zabić! O tak, to jedyne marzenie w moim życiu!".
Wyszczerzył zęby. Gdzieś powinien mieć taki fajny zwój. Może to zrobi niefajnie tym ignorantom.
Z pewnością użył zwoju, o ile go miał. Chyba miał. Tak podejrzewał.
-Hooki! Niahahaha... Khem, khem. Wy próżniackie łajzy! Błażeju, gdzie mój st, khem, ek? Stek, a? Z flaminga, a?
-Ludobójca, a fe!


IRC...
"<Goorn> I jeszcze na odchodnym dała mu wiersz do zastanowienia się ^^
<Faerish> lol
<Faerish> jaki?
<Faerish> boze
<Faerish> dawac wiersze
<Faerish> to musi byc niewyzyta pinda
<Faerish> pewnie lubi sado-maso"

Offline

 

#186 2008-03-20 14:19:36

Lunar
Administrator
Zarejestrowany: 2007-02-04
Posty: 515

Re: Gra - Po tarczy zegara

http://img411.imageshack.us/img411/1983/szarzayy1.jpg

Szarża Bezwzględny

Splunął na ziemię resztkami mięsa jakie zagryzał z bólu w ustach. Czuł jak jego własne kolce wbijają mu się w ciało. Jak przepona zapadła się w sobie niemal go dusząc. Lekko się odsuwając pochwycił ponownie korbacz, którego moc przebijała bębenki w uszach. Wykona kolejny brutalny atak. Wraz z tym atakiem kolejne kolce jego ciałą ranią tę poczwarę. - Uciekaj pókiś żyw! Bo ja tutaj jestem gorszy niż twoi piekielni bracia! - i ruszył ku niemu by dać wysłać go z powrotem do Dziewięciu Piekieł.

Offline

 

#187 2008-03-21 16:13:32

Freeze
Moc
Od: by tu wziąć bimber?
Zarejestrowany: 2005-09-17
Posty: 532

Re: Gra - Po tarczy zegara

Jeśli uważasz, że to śmieszne, Kolosalny Rozmarynowy Zwierzu Yeti Szabrujący Zamki Trumny, Oraz Fotele, to się mylisz, pomyślał Furiat.

- A wtedy uderzymy z powietrza! Kanarki obrzucą ich demonicznym kwasem turka-turka! - układał plany Sougad.
- Na początku było słowo, a słowo było, tam gdzie go nie było, więc jak mogło być na początku, skoro było tam gdzie nie było go na początku? - ... Derwisz.

Furiat najchętniej by nie walczył, aczkolwiek sytuacja raczej go zmusza.

- Może porozmawiamy o tym przy herbacie, co? - zaproponował, rzucając w kierunku nadbiegających strażników po "granacie".

Potem zaś zakatuje tego brzydkiego.


Tomatador

Offline

 

#188 2008-03-29 17:45:02

Faerish
Administrator
Od: Z Twojego komputera
Zarejestrowany: 2005-12-23
Posty: 631
Serwis

Re: Gra - Po tarczy zegara

Ripsnock wydawał się być uradowany możliwością poruszenia sprawy w jakimś kierunku. Gdyby nie znalazł tych ludzi, mógłby do śmierci błąkać się po tym Wieloświecie. Być może brama wymiarów otworzyła się na pewien czas i nadal jest szansa na przedostanie się z powrotem. Ale zaraz... dla kogo ma niby pracować?

Wydawało mi się, że wspominał pan coś o frakcji... można powiedzieć, jakiej? Chciałbym wiedzieć dla kogo pracuję.
- Hmmm... A co, jeśli stwierdziłbym, że nie mogę ujawnić tej informacji? - Rufus wcina się: - Ojjj, mistrzu, dajże spo... - Ci, ci, ci, Rufus. No, co w takim wypadku?
- Cóż, z pewnością mógłbym się tego dowiedzieć od pierwszego lepszego przechodnia, któremu znane jest pańskie nazwisko... chyba że należycie do frakcji, która nie jest w tym mieście mile widziana, co wydaje mi się prawdopodobne. Chciałbym się tylko dowiedzieć, czy nie jest to jedna z tych, które mogłyby mieć coś przeciwko mojej osobie, ot - to wszystko.
- Hm, wiesz, młodzieńcze, jakby ci to powiedzieć... Czy gdybyśmy mieli coś przeciwko twojej osobie to proponowaliśmy ci coś takiego i wtajemniczali cię tak głęboko w tajniki naszych akcji?
- Nie wiecie o mnie prawie nic. Niektóre frakcje gdyby się dowiedziały, moglyby mieć. To wszystko.
- Rufus ci ufa. To nam wystarczy. - staruszek zrobił przy tym taki radosny uśmiech, że Ripsnock aż zaczął podejrzewać, że o Chaosytów tu chodzi.
- Myślę, że byloby to bardzo pomocne w rozważaniu oferty. A jeżeli chodzi o reputację, proszę sie nie martwić. Nie zamierzam pozostać w tym mieście... świecie... zbyt długo.
- No, cóż, my...
- Przestań dzieci deprawować, kochaneczku! Nie widzisz, że panu się zazdrości? Powiedz mu, że my z Harmonium i da spokój.
- Khem, Liga Rewolucyjna, mamo, Liga...
- A co za różnica? - Starzec wzniósł oczy ku niebu.

Ripsnock zmarszczył brwi i podszedł bliżej do nowo poznanych Anarchistów, mówiąc coś cicho i szybko, tamci zaś mu odpowiedzieli, nie zdradzając żadnych emocji. Modron nie mógł tego dosłyszeć. Następnie znowu zaczął mówić głośniej.

- Chciałbym zaproponować jedną jeszcze cenę za moją usługę. Myślę, że teraz możemy być wobec siebie szczerzy wobec czego zdam sprawę mniej ogólnikowo niż zrobiłem to Rufusowi. Otóż zostałem tu w tajemniczych okolicznościach przetransportowany z alternatywnej rzeczywistości, albo też przyszłości czy przeszłości tego świata. Wykonywałem wtedy zadanie dla mojej frakcji w mieście-bramie Rygor, które łączyła z tym chyba tylko nazwa. Miastem tym rządzili ?askobójcy pod dowództwem niejakiej generał Nagarro, a wzięło ono swą nazwę od legendarnego generała Rygora. Miasto w czasie tym atakowali Strażnicy Zagłady.
- Plany Wieloświata były z grubsza takie same z tego co mi wiadomo na temat tego nowego dla mnie jego oblicza. Moim zadaniem było dostarczenie moim mocodawcom pewnej mniszki przesiadującej w celi więziennej razem z tym oto modronem i jakimś podstarzałym magiem. W to wszystko wplątał się pewien ?askobójca i zantagonizowany z nim Strażnik Zagłady. Zostaliśmy zaatakowani przez psiona, który wcześniej chciał wydostać od Anarchistów dziecko będące najprawdopodobniej w posiadaniu uwięzionej mniszki. W pewnym jednak momencie wszyscy oprócz niego zostali znale?li się w tym oto nowym Rygorze. Wiem, że brzmi to dość niewiarygodnie ale naprawdę nie miałbym interesu w tym aby opowiadać wam bajki. Chciałbym zatem w zamian za wykonanie zadania otrzymać dwie przyslugi.
- Po pierwsze chcę aby w miarę możliwości odszukano mniszkę i skontaktowano mnie z nią. Nie chcę aby byly używane wobec niej niepotrzebne środki przymusu, najlepiej powiedzieć jej, że o widzenie z nią prosił genasi pary, którego widziała wcześnie zamierzający sprowadzić ją z powrotem do znanego jej świata. Wiążę się to z drugim życzeniem. Otóż chciałbym abyście panowie dysponując wszelakimi zdolnościami magicznymi oodkryli przyczynę i naturę mojej teleportacji oraz sposób powrotu do domu. Wiem, że może się to okazać niemożliwe ale uzasadniam to nie tylko z przywiązaniem do niego, lecz także koniecznością wykonania zadania dla mojej frakcji. Mam nadzieję, że nie żądam zbyt wiele?

W czasie, gdy Ripsnock opowiadał zbliżyła się do niego Madame Marietta i zaczęła lekko poruszać palcami w pobliżu jego głowy. Coś w nich zaczęło jakby błyskać i pojawiły się cienkie niteczki, które nawinęła na palce jak szpulkę, a potem, gdy skończył położyła mu swoją wielką, upazurzoną rękę na głowie, razem z tymi błyszczącymi niteczkami. Gdy ją uniosła- nitki uniosły się w górę i uformowały w powietrzu jakiś kształt, który po chwili chaotycznego drgania przybrał kształty miniaturki mniszki. Wszyscy zebrani przyjrzeli się doskonałej kopii diablęcia, a półczarcica tymczasem powieliła kilkakrotnie iluzję i dała je podległym modronom. Potem uśmiechnęła się i oddaliła, by oprzeć się o ścianę pokoju.

- Ha. No to pierwszą prośbę mamy rozwiązaną. Moi drodzy- zwrócił się Koll do modronów- zanieście to, jak tylko ruszymy, wszystkim naszym konstruktor i nie ją zlokalizują. Bez obaw – teraz znów odwrócił się do Ripsnocka – co, jak co, ale to jedno potrafią perfekcyjnie. A co do pańskiej historii... Przyznam, że jestem, no... nie do końca wiem, co powiedzieć... - Ale ja wiem- przerwał mu azer – Z tego, co się zorientowałem, ja też byłem w tym „innym” Rygorze i też chcę tam wrócić! A zaświadczam ci, na moje mechaniczne ramię, że to, czymkolwiek to było- istniało! Więc bąd? łaskaw nie wątpić w słowa...
- Ależ ja nie wątpię! – widać, obaj lubili przerywać swoim rozmówcom – Zastanawiam się tylko, cóż mu się mogło przydarzyć... I, skoro, jak mówi, ma do spełnienia ważne zadanie... to sądzę, że możemy chociaż spróbować mu pomóc... Acz, nic nie obiecuję. Niemniej, sądzę, że mamy parę... możliwości. Potrzebuję jednak do nich... – tu podszedł do rozmówców i bezpardonowo wyrwał ?liskiemu jeden włos, po czym zebrał odrobinę ognia z brody azera. – O, to mi wystarczy. Postaramy się zrobić, co w naszej mocy. A mniszki bez żadnych wątpliwości do jutra zostanie odnaleziona! – uśmiechnął się, kończąc, widać uradowany z możliwości obcowania i eksperymentowania z innymi wymiarami.


Let's Fuckin' Riot! Go!

Offline

 

#189 2008-04-09 21:15:11

Chrx
Marcowe emo
Od: Ździcha
Zarejestrowany: 2006-06-14
Posty: 233

Re: Gra - Po tarczy zegara

Szarża

Donośny odgłos grzmotu rozległ się w uliczce, gdy korbacz z mocą uderzył barbazu, rozcinając mu głowę i ostatecznie pokonując go. W międzyczasie Grywius poradził sobie z osyluthem.
Kilkoro pijaczków i żebraków leżących po katach nagrodziło dzielnych walczących gromkimi brawami. Jeden nawet zrobił owacje na stojąco... lub po prostu chciał się poprawić na jakiejś kupce pudełek...
Obaj wojownicy popatrzyli na siebie.
Nie mieli już eskorty. Niebo nieubłaganie ciemniało. Obaj byli już lekko zmęczeni, zarówno podróżą jak i walką. Nie odnieśli bardzo dotkliwych ran (nic na co nie poradziłby byle eliksir), ale ich stan bezwzględnie domagał się jednego- wygodnego łóżka.
Rozejrzeli się po okolicy. Przed nimi- droga ku Koronie, wiodąca dalej przez ten niebezpieczny krąg, a pó?niej przez kilka następnych. Za nimi- prawie tak samo długa droga do wyjścia. Po bokach- burdel, dwie kamieniczki i dwie gospody- „Pod Rdzewiaczem” i „Z paszczy pod pazur”. „Pod Rdzewiaczem” sprawiała wrażenie schludniejszej i cichszej (acz obie były mocno dotknięte już zarówno zębem czasu jak i okolicznych bywalców), natomiast „Z paszczy pod pazur” kusiła miłymi zapachami i lekką muzyką dochodzącymi z wnętrza.


Lacer i Sougad


Sougad celnie trafił obu strażników, a mniszka tymczasem poradziła sobie ze swoimi dwoma.
W tym momencie pole walki zalała cuchnąca, żółtawa chmura dymu...
Kolejni strażnicy zaczęli padać jak muchy, a diabeł szybko odskoczył. Podczas skoku wypadło mu z ręki, to czego tak szukał w kieszeni- niewielki, niebieski trójkącik.
Grupa razem z przeciwnikiem wycofała się poza obręb przetaczającej się po polu bitwy i zabijającej kolejnych strażników chmury, gdzie walka rozgorzała na nowo- łaskobójcy udało się złapać w ogromne szpony mniszkę i już zaczął przymierzać się do zgniecenia jej.
Na polu walki pozostała tylko drużyna i półczart.


Ripsnock & Modron

- A teraz, moi drodzy, sądzę, że powinniście wypocząć przed swoją misją... I tak możemy je wykonać dopiero jutro, kiedy nasza dwójka ruszy ulicami miasta ku Koronie. Tymczasem- id?cie wraz z Madame do jej pokojów gościnnych i wyśpijcie się. Jutro was obudzimy i zaprowadzimy na miejsce. Ja w międzyczasie przygotuję wszystko i zacznę kurować Rufusa. Dobranoc, moi mili! – zakończył, prawie wypychając ich za drzwi.
- No, proszę, chod?cie za wszystkimi, ja idę na potańcówkę... – rzuciła Marietta przeciskając się przez drzwi.

Azer, modron i genasi zostali wprowadzeni na górne piętro sklepiku, gdzie mieściło się miejsce szumnie nazywane „pokojem” Rufusa. Całe było zagracone różnej wielkości skałami, papierkami, dłutami, pudłami i rynienkami, ale drużynie szybko udało znale?ć się pod nimi dwa dosyć wygodne łóżka.
Cała trójka spoczęła, a czarodzieje przejrzeli swoje księgi czarów.

Zapadła noc.

...

Bardzo wczesnym rankiem do pokoju wpadł Koll oświadczając, że wszystko gotowe i że ruszają natychmiast. Wszyscy w biegu przebrali się, zebrali dodatkowy ekwipunek (dwa eliksiry niewidzialności i po jednym kociej zwinności) i zjedli niezbyt smaczne, ale za to niezwykle krzepiące śniadanie (Madame Marietta mruczała coś o składnikach sprowadzanych prosto z głębin Acheronu, ale nikt jakoś nie chciał się w ten temat specjalnie zagłębiać).
Następnie ruszyli cała grupą, kanałami, w kierunku Piątego Kręgu. Tym razem poszło im szybciej- sprawdzoną ścieżką prowadziły ich modrony, które jednak pożegnały się z nimi na granicy z Czwartym Kręgiem, by kontynuować poszukiwania mniszki.
Do opustoszałej kamieniczki dotarli już tylko Koll, Wyd?więk, azer, modron i gubernant.
Genasi dostał liścik, w którym ukryte były rysunki i opisy przedmiotów, które mieli znale?ć. Liścik mieli otworzyć, przeczytać i natychmiast zniszczyć dopiero po dotarciu do pałacu. Ripsnocka trochę zdziwiła ta przesadna ostrożność, ale pó?niej zauważył, że list opieczętowany jest pewnymi czarami. Nie rozpoznał, jakimi. Staruszek dodał, że jeśli mieliby ku temu sposobność, to nie pogniewałby się za zdobycie pewnego potężnego magicznie szafiru, który ma spoczywać podobno na głowie jednego z Ojców Założycieli Rygoru, w głównej sali obrad. Wspomniał też o tym, że z jego pomocą o wiele łatwiej poszło by mu opracowanie im drogi do domu.
Azer był już przebrany w stosowny mundur ochroniarza. Modron i genasi mieli przebrać się pospiesznie w szaty posłów, po złapaniu ich.
Koll już zaczynał po raz kolejny tłumaczyć im jakiś szczegół, gdy Wyd?więk krzyknął:
- Idą!!
- Już?! Spodziewałem się ich dopiero za ćwiartkę klepsydry!
- Ale najwidoczniej są wcześniej.
- Niech to wszystkie devy... Dobra, słuchajcie, nie ma czasu na subtelności. Musicie ruszać.
- A, właśnie! – zdziwił się azer – Jak my mamy ich przejąć?
Byli na 5 piętrze.
Starzec bez słowa wskazał końcem laski na zwisające z przeciągniętych nad ulicą belek z czymś na kształt wyblakłych girland, liny. Liny miały długość mniej więcej do ulicy, a kończyły się, przywiązane supłami- w pokoju, w którym stali.
Ognistemu krasnoludowi zrzedła mina.
Wyd?więk szybko objaśnił plan.
- To proste. ?apiecie za te liny, zlatujecie w odpowiednim momencie na dół, wpasowujcie się w czasie, tak, by w odpowiednim momencie kopnąć ich i wrzucić do tamtej, bocznej uliczki. Tam już możecie bezpiecznie się nimi zająć- tutaj w boczne alejki mało kto lubi się zapuszczać, a straż tego kręgu jest wyjątkowo leniwa i sama też patroluje przeważnie tylko główne ulice i dystrykty. Ważne, byście ich utrzymali w tamtej uliczce. No, życzę połamania nóg...
Azer przeklął pod nosem.
- A żebym ja ci twoich nie połamał... Jak ja, porządny, twardo stąpający po ziemi wojownik mogę... – ale przerwał mu okrzyk modrona.
- Zostało kilka mrugnięć do zderzenia. ?apcie za liny!!!

Wyd?więk odsunął szybko blokujące okno deski, a Koll wymruczał pod nosem kilka zaklęć, po których cała trójka poczuła przypływ szczęścia, zręczności, wytrzymałości, gibkości, sprytu, magicznej ochrony i mocy. Zakończył krótkim:
- Powodzenia.

Tymczasem – 6 pięter niżej.
Ulicą toczył się niewielki ruch. Nikt nie zwracał uwagi na ubranego w ciemne szaty wysokiego człowieka w kapturze z małą tabliczką dyndającą mu na szyi i towarzyszącego mu modrona taszczącego ze sobą dwie spore, szare teczki. Wokół głów obydwu wirowały małe kamyczki. Nie wyglądali szczególnie gro?nie, acz mogły to być tylko pozory.
Idąc, zbliżyli się akurat do przecinającej główną ulicę, niewielkiej, ciemnej alejki, zasłoniętej lekko kilkoma płachtami z opuszczonych jeszcze straganów. Naprzeciwko niej była wysoka, zapuszczona kamieniczka...


"I'm nobody! Who are you?
Are you nobody, too?
Then there's a pair of us - don't tell!
They'd banish us, you know.

How dreary to be somebody!
How public, like a frog
To tell your name the livelong day
To an admiring bog!"
(Emily Dickinson)

Offline

 

#190 2008-04-25 19:50:49

Lunar
Administrator
Zarejestrowany: 2007-02-04
Posty: 515

Re: Gra - Po tarczy zegara

http://img411.imageshack.us/img411/1983/szarzayy1.jpg

Szarża

Nagle przed oczyma pojawił mu się obraz znajomego Sougarda, który w swoim szaleństwie na miejscu łaskobojcy rozpocząłby dziecięcą wyliczankę.

*Gkdumpff!*

*Klang!*

Jak długo by o nim nie myślał, to on wciąż powraca, a wraz z jego paskudną twarzą gniew i chęć niszczenia. Prawogrom niemalże zabłyskał magiczną energią uderzając o bruk Rygoriańskiej ulicy. Migotał niespokojnie jakby buntując się przed próbą zniszczenia tego wspaniałego magicznego przedmiotu. Wszystkie przedmioty kiedyś się rozpadają i oddają magiczną moc naturze i przestrzeni wokół.

"Z paszczy pod pazur" kusiła go mniejszą ilością łotrów, a większym zagęszczeniem kombinatorów. Z tymi drugimi mógł walczyć ich własną bronią. Z tymi pierwszymi walczyć już nie chciał, będąc wyjątkowo zmęczony dzisiejszym dniem. Musiał zregenerować utracone siły. Zwłaszcza, że rany wciąż kłuły diabelskim bólem. Jakby samo Baator wyciekało przez otwarną łunę w jego skórze.

Offline

 

#191 2008-04-26 18:12:31

Gorn
Majowa Cholera
Od: PodWawie.
Zarejestrowany: 2006-05-13
Posty: 147

Re: Gra - Po tarczy zegara

Kolejny wstrząsający pokaz mocy przestrasznego Lacera. Na ziemię, nędznicy, całować ślady po kołach. Ot, co.
Piękne ślady, proste i doskonałe. Równolegle do siebie biegnące. Idealnie dopasowane.
Lacer poczuł, że jeszcze sekudna myślenia o tym i rozmontuje koła. Musi przymknąć oko na ten porządek. Nie... myśleć... o tym... Nie, myśleć.
Proszę, cóż za piękny przykład... Eee... Flaminga. Tfu, psia jucha.
Taki czerwony z białymi prześwitami, taki majesta...tyczny. Kłapie tym dziobem tak ładnie.
Eeerm...
-Zaiste, khem, czy nie mógłbyś zaprzestać, khem, stania tu i wkurzania mnie, a? - Odezwał się do pół demona.
I demonstracyjnie zabrał się do przeglądania swoich łupów. Co ładne, co ładne, co się kojarzy, gdzie z kim i z czym, o.
Przytulił przy okazji jajo, by ciepło mu było.
Toć jest światowej klasy magiem, na pewno wie, czym są te świecidełka.

Jesteś perfidny.
Wiem.
Czy ty nie masz sumienia? Te panie i ten... pan, walczą, a ty się bawisz w remament?
No.
Stary, ja wiem, że to nie w twoim stylu. Ale czy nie warto by im pomóc?
Nie, khem, niekoniecznie.
Ostaw go, Henryku, to kiepski przypadek. Nieuleczalnie kiepski.
I to mówi flaming, bogowie.
Potrzeba nam poezji! Zwyciężymy pospólstwo sztuką!
Nie trzeba! Nie, Kyrie elejson!
Zrzuuut! Padnij! Kryć się, biegiem marsz!
Wpierdolić ci?
Zielone ściany, ruchome podłogi!
Wielgachne bloki i dziewczęce nogi.
W tym mieście, ciemnym jak noc.
Schowałem się pod zimny koc!
I buta wkładając
Spodnie przywdziewając...
"Egzystujesz, zakorzeniony polipie?"
Pyta się blondynka, wybitnie nie w moim typie.
Owszem, działaj.

I tak, uprzyjemniany miłą pogawędką i tworzeniem poezji, mijał Lacerowi czas. Miły, spokojny, bezstresowy etap w życiu nadobnego i potężnego maga.


IRC...
"<Goorn> I jeszcze na odchodnym dała mu wiersz do zastanowienia się ^^
<Faerish> lol
<Faerish> jaki?
<Faerish> boze
<Faerish> dawac wiersze
<Faerish> to musi byc niewyzyta pinda
<Faerish> pewnie lubi sado-maso"

Offline

 

#192 2008-05-05 21:32:27

Faerish
Administrator
Od: Z Twojego komputera
Zarejestrowany: 2005-12-23
Posty: 631
Serwis

Re: Gra - Po tarczy zegara

Ripsnock był zdziwiony niekonwencjonalnym sposobem ataku na nieznajomych. Mogą być trudnymi przeciwnikami.

- Ja spróbuję ich unieruchomić, ty modronie przygotuj jakieś mocne rażące na odległość zaklęcie, a azer tymczasem do nich podbiegnie i nim zdążą się wyzwolić już będą unieszkodliwieni.

Chwycił się liny i spuścił w dół, tak aby uderzyć w maga równolegle z resztą. Już pod koniec lotu zaczął inkantować zaklęcie Sieci, aby niedługo po wpadnięciu w uliczkę rzucić je.


Let's Fuckin' Riot! Go!

Offline

 

#193 2008-06-26 17:43:01

Chrx
Marcowe emo
Od: Ździcha
Zarejestrowany: 2006-06-14
Posty: 233

Re: Gra - Po tarczy zegara

Lacer i Sougad

Lacer bez zwracania uwagi na otoczenie przyglądał się swoim łupom, Sougad nie podejmował żadnych działań.
Zdawało się, że to już koniec dla złapanej w szpony półczarta mniszki, gdy nagle powietrze przecięła miażdżąca bębenki fala dźwiękowa, którą wydobyła z siebie Sheslin kończąc swą pieśń. Fala uderzyła przede wszystkim w Łaskobójcę, oszałamiając go i ogłuszając. To zaś natychmiast wykorzystała mniszka, wyślizgując się z jego żelaznego uścisku i odbijając się szybko do niego w górę, by wymierzyć mu po chwili solidnego kopniaka w twarz
Oszołomienie nie trwało jednak długo i już po chwili rozwścieczony półczart, nie mogąc znaleźć będącej już kilka zniszczonych straganów dalej mniszki, zamierzył się silnym ciosem na Sougada, który nie zdążył uskoczył i padł na ziemię od razu. Przeciwnik jednak nie skończył na tym, podniósł wojownika, tym samym, płynnym ruchem i rzucił oburącz w zajętego przeszukiwaniem łupów maga.
Obaj z trzaskiem runęli na pobliski, spalony kram, pod którym, jak się okazało, było dość dużo rozbitych, szklanych butelek. Sougad i Lacer poczuli jak ich krew z dziesiątek niewielkich ran miesza się z chłodnym bimbrem...
Gorszy był jednak potworny ból, jaki wojownik odczuwał w lewej nodze. Spróbował nią poruszyć.
Jeszcze gorzej.
Co najmniej coś zwichnął, a możliwe nawet, że złamał. Nie znał się na tym.
Z kolei Lacer z przerażeniem odkrył... że od wózka odpadło jedno z kół. Toczyło się właśnie między połamanymi budkami w bliżej nieopisanym kierunku...
Dziesięć krwistoczerwonych flamingów krążyło dookoła głowy maga.
Poruszyli się, z trudem. Poczuli pod sobą jeszcze kilka nie rozbitych butelek.

Tymczasem półczart, uradowany z efektu swojego rzutu, skierował kroki ku nieświadomej jeszcze jego decyzji bardce.
Na ruinach dawnej miejskiej fontanny przycupnęła mniszka, zastanawiając się nad dalszymi działaniami. Spojrzała na obu poranionych towarzyszy, jakby oczekując od nich jakiegoś wsparcia lub chociaż porady.



Szarża


Ciepłe wnętrze „Z paszczy pod pazur” otoczyło wojownika mocnymi zapachami ciemnego piwa i wódki. Po pomieszczeniu porozstawiane były losowo długie ławy, przy których siedziały przeróżne istoty, ale w większości wszelkiej maści jaszczuroludzie, koboldy, wielkie węże z długimi, zginającymi się nieustannie ramionami i inne gadopodobne stwory. Pomimo wyraźnego odstawania od nich, żadne nie zwróciło zbytniej uwagi na kolcaka, za to wszystkie podniosły z cichym sykiem głowy, gdy zaraz za nim, z hukiem wparował do środka Grywius i krzyknął już na progu:
- Dwa duże kufle ciemnego piwa dla największych trzaskaczy po tej stronie Wielkiego Koła!
Po czym skierował się ku niskiemu barowi, za którym stała chuda, ubrana w zwiewną, czarną suknię meduza. Jedyne oko zasłonięte miała zwisającą z opaski na głowie chustą, a w miejscu drugiego znajdował się pusty oczodół. Najprawdopodobniej do sondowania wnętrza gospody używała dziesiątek par oczu nieustannie wijących się na jej głowie węży.
One też, natychmiast po wypowiedzeniu przez krasnoluda słów o zamówieniu, pospiesznie ruszyły przez powietrze do znajdującej się centralnie nad głową meduzy półki z trunkami i paszczami złapały dwa kufle, napełniając je szybko odpowiednią cieczą.
- Cztery sssssssztuki złota. – wysyczała cicho meduza.
Trochę za barkiem, w cieniu, wiły się w górę okręcone wokół długiej kolumny schody na górę, zapewne do pokojów sypialnych.
Krasnolud, zupełnie nieprzejmujący się wpatrzonymi w niego setkami zmrużonych, żółtych oczu, rzucił na ladę 4 złote krążki i pociągnął solidny łyk ciemnego trunku.




Ripsnock i Modron


Tysiące barw, postaci i budynków śmignęło w jednej chwili przed oczami drużyny, ale ich oczy natychmiast skupiły się na dwóch sunących w prawo punkcikach, które zwiększały się z każdą chwilą. Oba cele sprawiały wrażenie zupełnie nieświadomych zbliżającego się niebezpieczeństwa.
Ripsnock wraz z azerem równocześnie uderzyli w, odpowiednio, maga i modrona. Wszystko poszło perfekcyjnie i mag poszybował, kopnięty boleśnie w brzuch na koniec zaułka, a cięższy modron poturlał się wolniej za nim. Zaraz też otoczyła ich obu sieć Gubernanta.
Ognisty krasnolud zdjął z pleców swój dwuręczny obusieczny topór i splunął, ustawiając się w pozycji bojowej.
Od jednego z przeciwników wyleciała w ich kierunku fiolka jakiegoś specyfiku, która natychmiast po rozbiciu zadymiła całą okolicę przez co obaj atakujący stracili swe cele sprzed oczu.

Modron tymczasem źle wymierzył współrzędne trajektorii swego lotu i z hukiem rąbnął o jedną ze ścian domów przed zaułkiem. Coś w nim zgrzytnęło i świsnęło, ale od zewnątrz wydawał się nienaruszony.


"I'm nobody! Who are you?
Are you nobody, too?
Then there's a pair of us - don't tell!
They'd banish us, you know.

How dreary to be somebody!
How public, like a frog
To tell your name the livelong day
To an admiring bog!"
(Emily Dickinson)

Offline

 

#194 2008-06-27 19:49:36

Lunar
Administrator
Zarejestrowany: 2007-02-04
Posty: 515

Re: Gra - Po tarczy zegara

http://img411.imageshack.us/img411/1983/szarzayy1.jpg

Szarża

- Nie ma takiej trutki, która przeżre pomiot Krwawego Lasu! - ryknął dziko szarża tak naminając mięśnie gardzieli, aż malutkie kolce wewnątrz kłuły się nawzajem. Uniosł spory kufel i pociągnął łyk.
- Mmm... mocz balora jak w czerep strzelił. - obejrzał się na tawernę szukając wolnego stolika, który mogliby zająć. A jak zajęte to sobie oczyścimy. Najlepiej byłoby zająć miejsce obok jakiegoś baatezu.
Odparł dość spokojnie, acz wyraźnie Grywiusowi. - A tak mimochodem, to możesz się pochwalić jak posłałeś w czarty tego osylutha! - klepnął krasnoluda po plecach. Niespodziewanie zrobiło mu się lżej i weselej, a i mógł się czuć tu jak pan i władca. - Rozmrozi się w Stygii, nim powróci, by nękać z zemsty twoje wnuki, a z tym będzie problem, bo co za rojza by ciebie chciała! Ha ha ha!

Offline

 

#195 2008-06-28 19:07:14

Faerish
Administrator
Od: Z Twojego komputera
Zarejestrowany: 2005-12-23
Posty: 631
Serwis

Re: Gra - Po tarczy zegara

- Nie ruszaj się na razie przyjacielu! - skinął na azera.

Ripsnock w rzeczywistości nie byl spokojny. Bał się co może się stać w ciemnościach... nie mial wszystkiego pod kontrolą. Sięgnął po środek ostateczny. Wiedział, że w pałacu Burza Lodowa nie będzie mu potrzebna, można jej bowiem użyć jedynie w miejscu, w którym można wygenerować ogromne ziarna gradu spadające na ziemię, a więc na świeżym powietrzu. Nie chcial tego robić, ponieważ nie pragnął śmierci przeciwników, ale nieco spanikował przez ten dym. A kuli ognia użyć nie mógł, spaliłaby bowiem sieć.

Po dokonaniu dzieła zniszczenia odezwał się.

- Poddajcie się! To był tylko wstęp, aby pokazać wam na co mnie stać. Mam o wiele potężniejsze zaklęcia i nie zawaham się ich użyć jeżeli staniecie przeciwko mnie. Jedyne czego chcę to bezwarunkowa kapitulacja... w innym przypadku - śmierć!

Ostatnio edytowany przez Faerish (2008-06-28 19:08:26)


Let's Fuckin' Riot! Go!

Offline

 

#196 2008-06-28 20:43:43

Freeze
Moc
Od: by tu wziąć bimber?
Zarejestrowany: 2005-09-17
Posty: 532

Re: Gra - Po tarczy zegara

Sougad i Lacer

Sougad i Lacer w jednym mieszkali domku... kramiku. Lacer uprawiał okultyzm, miał dużo szczurzych czaszek i flamingów bez liku. Sougad był popaprańcem; w domu tylko butelki, proch i kusze. Czytać nie lubił, wredny był, ale nadrabiał animuszem. Pewnego razu zjechał ich pewien bitny sukinkot, a że ich zjechał oznaca, że nie należy do niemot, tedy wylądowali w zakładzie produkcji towaru, którego nazwa podobna jest do samowaru. Zaczeli więc, przykładem biedaków, tworzyć koktajle z zastałych bukłaków. Cisnąwszy tam ściery, sukna różne i tworzywa, modlili się, by diabeł w niespokoju spoczywał.

Tedy Furiat zawołał do przycupniętej na fontannie mniszki (cichaczem, wszak nie chciał by przetrzepano mu kiszki), głową wskazał kierunek trójkąta, widać, że nie ruszy się z kąta. Nadzieję miał, że mniszka zrozumiała, ich nadzieja w jej rękach została...


Tomatador

Offline

 

#197 2008-07-03 17:12:22

Chrx
Marcowe emo
Od: Ździcha
Zarejestrowany: 2006-06-14
Posty: 233

Re: Gra - Po tarczy zegara

Szarża

Grywius już otwierał umazane pianą usta by coś odpowiedzieć kolcakowi, ale przerwał mu starszawy mężczyzna, który właśnie zbliżył się do Szarży. Lekko już łysawy człowiek z kilkoma lekkimi, z wyglądu, bardzo już starymi, oparzeniami miał na sobie koszulkę, którą kiedyś można było nazywać elegancką, obecnie jednak była zdecydowanie zbyt brudna i postrzępiona jak na to określenie. Trzymające się na skórzanych szelkach podróżnicze spodnie rozciągał mu mocno dość spory brzuch. Na plecach, do szelek, przyczepione były dwa bicze oraz kusza.
- Wybaczcie panowie, że wam przerywam. – zaczął bardzo Niskiem głosem – Ale czy słusznie plotki mówią, że mam przed sobą kolejną już inkarnację naszego wspaniałego Sir Rygora i, że zdążasz pan na Koronę?



Ripsnock

Dym rozwiał się.
Złapany w sieć mag, po chwili namysłu, jęknął:
- Dobra! Poddaję się! Co mam robić? I, zdejmijcie ze mnie wreszcie tę lepką...
Nie dokończył, wypowiedź przerwał mu krótki odgłos rozcinanej sieci i okrzyk uwolnionego modrona:
- Nie ma ka-pi-tu-la-cji! Zdrajcy będą u-ka-ra-ni! Wstrzymanie procedury u-cie-czki!
Konstrukt schował dwa ramiona zakończone zębatkowymi ostrzami i wymienił je na dwa kończące się niewielkimi przyssawkami, po czym pospiesznie zaczął wspinać się po ścianie pobliskiego budynku w kierunku dachu. Inna para ramion wyjęła skądś procę i zaczęła ostrzeliwać na oślep całą uliczkę.
Kulki nie były zbyt celne, ale jedna, odbita rykoszetem trafiła azera prosto w czoło.
- O ty mała pokrako! Pomiocie zegarka i pudełka po butach!! Posmakuj mojego topora!
To mówiąc, rozzłoszczony z całej siły cisnął swoją ogromną bronią w ścianę, w miejsce, gdzie akurat znajdował się modron. Konstrukt jednak zwinnie niczym pająk skoczył w tył, wykonał fikołka i wylądował, do góry nogami, na przeciwległej ścianie, i, pomimo tej niedogodności, kontynuował wspinaczkę w górę.
Jednocześnie szczerze zdziwiła gubernanata moc krasnoludziego topora, który, uderzając w ścianę, wywołał nielichy grzmot, wstrząsając całym budynkiem i rozcinając ceglaną ścianę na pół na tyle, by wbić się w nią i nie odpaść.

Modron był już na wysokości drugiego piętra, budynek, po którym się wspinał miał ich cztery.



Lacer i Sougad


Mniszka w mig zrozumiała o co chodzi, skoczyła po przedmiot i już po chwili Sougad obracał w palcach malutki, niebieski trójkącik. Nie było na nim nic napisane, ani nie miał żadnych rzucających się w oczy szczegółów, może poza kilkoma drobnymi nacięciami na bokach, ale by się im dobrze przyjrzeć trzeba by mieć lupę.
Tymczasem produkcji wybuchowych butelek posuwała się dość szybko i składnie. Obaj szaleńcy mieli już mniej więcej dziesięciosztukowy arsenał.

Mniszka doskoczyła szybko do atakowanej przez półczarta bardki, złapała ją w pół i zaczęła uciekać lawirując pośród zniszczonych kramów. Łaskobójca, już trochę zniecierpliwiony zacisnął mocno lewą pięść, po czym przez twarz przemknęło mu lekkie zdziwienie i spojrzał na dłoń. Trwało to może sekundę, bo zaraz potem z jeszcze większym rykiem i wściekłością rzucił się w pościg za dwoma kobietami.
Sytuacja wariatów robiła się groźna- mniszka biegła z bardką dokładnie w ich stronę...


"I'm nobody! Who are you?
Are you nobody, too?
Then there's a pair of us - don't tell!
They'd banish us, you know.

How dreary to be somebody!
How public, like a frog
To tell your name the livelong day
To an admiring bog!"
(Emily Dickinson)

Offline

 

#198 2008-07-03 18:16:09

Faerish
Administrator
Od: Z Twojego komputera
Zarejestrowany: 2005-12-23
Posty: 631
Serwis

Re: Gra - Po tarczy zegara

Modron nie może uciec!  To dość dziwne, że jeszcze się rusza po tej burzy lodowej. Ripsnock wyjął zwój kuli ognia i rozpoczął inkantację czaru. Kula była wymierzona nieco ponad miejsce w którym powinien się znaleźć modron, Ripsnock chciał bowiem aby sila uderzenia zepchnęła go ze ściany.


Let's Fuckin' Riot! Go!

Offline

 

#199 2008-07-21 20:17:02

Gorn
Majowa Cholera
Od: PodWawie.
Zarejestrowany: 2006-05-13
Posty: 147

Re: Gra - Po tarczy zegara

Lacer&Sougad


Dwa osobniki spoczywające na stosie, zgodnie westchnęły.
Eh. Monotonia.
Lacer nie lubił monotonii. Zazwyczaj robiąc coś monotonnego, nudził się tym szybko i potrzebował odmiany.
Tak jak teraz. Trzeba coś wysadzić.
Szybko uformował mały dołek, w który włożył jeden z przygotowanych już "granatów". Ocenił w przybliżeniu odległość jaka dzieliła czorta od "ich" kramiku, pomnożył to przez jego szybkość, podzielił przez czas potrzebny lontowi, by spowodować wybuch... A później olał obliczenia, zgarnął resztę butelek na kupę a szmatę, wpechnietą to ten jednej buteleczki, spoczywającej w dołku, podpalił, korzystając ze swoich niezwykłych umiejętności, wynikających z...
Cień flaminga.
Roje flamingów przesłoniły słońce.
I, uprzednio spychając z całej siły wózek i sterując nim telepatycznie, wysłał go na trzech kółkach do Różowych Diabłów, byle dalej od stosu; sam się sturlał. I turlał się. Byle dalej od tej dyskretnej pułapki. Kątem oka zauważył, że Sougad robi to samo, tylko w inną stronę.
Będzie bum! I bum!
-Khem, dużo ognia, a?

Ostatnio edytowany przez Gorn (2008-07-21 20:17:51)


IRC...
"<Goorn> I jeszcze na odchodnym dała mu wiersz do zastanowienia się ^^
<Faerish> lol
<Faerish> jaki?
<Faerish> boze
<Faerish> dawac wiersze
<Faerish> to musi byc niewyzyta pinda
<Faerish> pewnie lubi sado-maso"

Offline

 

#200 2008-10-11 16:20:21

Lunar
Administrator
Zarejestrowany: 2007-02-04
Posty: 515

Re: Gra - Po tarczy zegara

http://img411.imageshack.us/img411/1983/szarzayy1.jpg

Szarża

- Nie inkarnację, acz związany z nią charakter wystarczająco oddany, by móc dzierżyć moc, która ma przywrócić sprawiedliwość. - samo to słowo przyprawiało o dreszcz kolcaka, a może było to drżenie praworządnego ostrza. Szarża odsunął krzesło dla gościa oraz sam usiadł. W takich miejscach jak Rygor inni muszą się po prostu ciebie bać. Bywało tu też bezpieczniej. - Zmierzamy na koronę. Możesz nam o niej coś powiedzieć interesującego?

Offline

 

Stopka forum

Powered by PunBB
© Copyright 2002–2005 Rickard Andersson