Nie jesteś zalogowany.
Został więc sprowadzony do magazynu. Nie warto tracić czasu. Odezwał się do czekającej na niego "służby". Także mieli w głowach niewygodnych lokatorów.
- Dobrze więc, nim cokolwiek powiecie, oczekuje własnego laboratorium i, pozwolę sobie tak się wyrazić, "królików doświadczalnych". Cóż, interesuje mnie kiedy zostaną spełnione moje polecenia. Potem możecie wracać do swoich zabaw.
-Słucham?
- Chyba nie musze powtarzać.
- Azgaberitholiciestriuzie, on mówi poważnie?
- Cholernie poważnie
- No, więc... Laboratorium zostanie zbudowane. Mamy także dużo niewolników, więc króliki się znajdą.
- Nie mówie o nędznych niewolnikach. Potrzebni mi silni ludzie. Wystarczająco... by przeżyć.
- Niewolnicy są silniejsi niż ludzie. Ogry, olbrzymy...
- Z pewnością dojdziemy do porozumienia.
- A teraz może zajmiemy się naprawdę ważnymi sprawmi?
- Ale jeśli pragniecie... mówcie.
-Tak. A więc, co już wiesz?
- Sądzę, że robicie interesy z pewną damą.
Zaśmiali się opętańczo
-Owszem.
- Bardzo szanowną, pochodzącą z zacnej rodziny.
-Racja.
- Niestety, nie znam szczegółów. Nie, żeby mnie interesowały...
-I nie chcesz ich znać?
- Są mi obojętne, jednak chyba musze je poznać.
Kamienie zaczęły się porozumiewać ze sobą.
-Lordowie Tana'ri prowadzą negocjację z Wied?mą Nocy. My, mieszkańcy 211 warstwy, mieliśmy im pomóc, wyruszając do Sigil po pewne dokumenty.
-Dostaliśmy informację, że wszystkie znajdują się tutaj.
- Więc w czym problem?
- Kilku jednak brakuję. Dlatego jeszcze tu jesteśmy.
- Jakiej natury są te dokumenty?
-Nie wiemy.
- Cóż... Więc im szybciej odzyskacie te dokumenty tym lepiej. Gdzie leży problem?
- Nie mamy pojęcia, gdzie są te dokumenty.
- A czy podjeliście jakieś środki, by zyskać to "pojęcie"?
- To chyba jasne. Ponadto, podewzieliśmy kroki, by nie zginęło więcej "pojęć". Stąd jest tu tyle niewolników.
- Jeszcze jedno. Kto prowadzi bezporśrednie negocjacje z Paniszą.
- Jaką Paniszą znowu?
- Cóż... skoro nie wiecie...
- Ale jaką Paniszą?
- Nie zrozumieliście. To ja oczekuje na odpowied?. Jeśli nie potraficie odpowiedzieć, kto jest głównym negojatorem, to nie oczekuje już niczego.
-Pytasz o wied?mę?
- Nie, o dretcha za tobą. To chyba oczywista kwestia.
- Ale... Wied?ma nazywa się Kalishto...
Do kamienia "Czyżbyś o czymś nie wiedział? A może postanowiłeś improwizować?"
Musiałem coś przekręcić...
"Co wiesz o Kalistho?"
Myślałem, że inaczej się nazywa... No, cóż. Kalishto to potężna Wied?ma Nocy, stara i doświadczona. W chwili obecnej, jeden z najważniejszych graczy w Wieloświecie.
Trzyma w rękach tajemnicę tak wielką, że nieliczni ją znają.
"Pytanie, czy ty ją znasz..."
Nie, nie znam.
"Cóż, rozczarowujesz mnie..."
Zna ją może dowództwo Tana' ri i Baatezu.
A także kilku mędrców i ci, którzy omyłkowo trafili na jej bagna.
"Ostatnia rzecz: mam nadzieje, że nie jesteś zwykłym megalomanem, słabo liczącym się z rzeczywistością, w której jest tylko pionkiem?"
Powiedzmy... Jestem dosyć ważną postacią, w szeregach Tana' ri. Ale o tej tajemnicy, wiedzą tylko ci, którzy formalnie czy nie, sprawują władzę nad demonami, czy diabłami. I negocjują, by tą tajemnicę wziąść do siebie.
"Niesprawiedliwe, nieprawdaż... co ta wielka tajemnica może m... nam dać? Potęge? Władze? Boskość?"
Władzę nad Planami... Strach bogów. Ale najpierw musimy ją posiąść, a stawka jest na tyle wysoka, że nikt nie odpuszcza.
"Ciekawe..."
Nieprawdaż?
- Dobrze, dobrze... niech będzie Kalistho. A teraz... może powrócicie do swoich działań?
- Czy jest kilka spraw, wymagających dalszej uwagi?
- Liczyliśmy na wsparcie...
- W czym?
- W operacji?
- Konkrety to wielce porządane słowo...
- Jeśli jest pan magiem, to może posiada pan zaklęcia, zdolne ustalić gdzie znajdują się dokumenty?
- Wieszczenie nie należy do moich ulubionych szkół... na to potrzebowałbym pewnych ilości wolnego czasu, by przygotować się do rzucenia odpowiednich zaklęć.
No, tak...
- Wiemy jedno, część dokumentów znajduję się, jeszcze u właściciela magazynu.
Dysponuję on naaaprawdę potężną obstawą.
- A póki co, dasz się orpwadzić po magazynie? Może ustalisz, w którym pomieszczeniu chcesz mieć laboratorium?
"Coś mi tu śmierdzi".
"Jak dla mnie także."
"Sami wyglądają na magów. Poza tym są zbyt usłużni jak na sługi Tanar'ri"
"Może tak, id? za nimi, ale w pogotowiu trzymaj jakieś szybkie zaklęcie"
"Najszybsze z moich zaklęć to przyzwania... spełnią się w takiej sytuacji?"
"Może"
"Ale rozejrześ się powinniśmy. A nóż, znajdziemy coś ciekawego?"
"To prawda. Interesuje mnie moja obstawa. Po czyjej stronie staną"?
"Mówiłem, potrafię panować nad demonami. Ale ja, przeciwko tym dwóm... Nie wiem. A tak, sami z siebie, to pewnie przeciwko nam. Odpraw ich jakoś grzecznie."
"Swoją obstawę, znaczy sie"
Azbest pozbył się swoich nowych przyjaciół. Nie pamiętał kiedy zapadła ciemność.
*
Był w złej sytuacji. Był uwięziony. Coż, za impertynencja! Cóż, góra jest wykluczona, drzwi też. Zrobimy więc inaczej.
Azbest uniósł się w powietrze, po czym rozpoczął inkantancje.
Offline
Trep pomachał na pożegnanie teatrowi.
Wiedział, że tak będzie.
Wiedział, ale nie mógł temu zapobiec...
Nawet tego specjalnie nie chciał. Oto ?wiatło zesłało na niego nową misję, a on ma się martwić przeszłością? Nigdy!
Bardziej żal mu było zmarłych w teatrze istot, ale temu nie dało się zapobiec.
Teoretycznie powinien teraz rozpaczać nad stratą dorobku życia, ale jakoś mu taka myśl nie przychodziła do głowy. Bardziej odczuł stratę towarzysza. Może nie strachem, o nie, wiedział, że Tournq sobie poradzi, nie w takich tarapatach już był. Był raczej podirytowany tym, że nie ma się do kogo odezwać... I trochę tym, że stracił kucharza...
No, ale trudno. Teatrowi, ani zmarłym wiele już nie pomoże. Czas zająć się misją.
A od czego ją zacząć? Naturalnie, od odnalezienia sprawcy pożaru...
Taki wniosek każdemu normalnemu obieżysferowi przyszedłby do głowy jako pierwszy, gdyby zaczął się zastanawiać nad pożarem. U Struny pojawił się jednak dopiero po długim rozważaniu, na końcu kontemplacji.
Cóż. Taki już był Struna.
Zaniósł martwe ciało aktora Grabarzom, żeby nie leżało tak na dachu, niepochowane, ale przed tym odprawił jeszcze nad nim krótkie modły i wyśpiewał dwa psalmy na cześć zabierającego dusze do wieczności ?wiatła.
Najbardziej go dziwiło, po co komuś było potrzebne ciało martwej aktorki, miał nadzieję, że po dachach Sigil nie wałęsają się żadni nekrofile.
Póki co, postanowił zaznajomić się z książką. Szybko ją przekartkował, zwracając uwagę na wszelkie obrazki, a potem otwierał na raz losowych, raz rozpoczynających konkretne rozdziały stronach starając się znale?ć jakieś zrozumiałe słowa. Szukał też informacji, o tym, kto był autorem tego dzieła.
Przeglądając tak znalezisko leciał w powietrzu, pobieżnie patrząc, co jakiś czas w dół i korygując lot. W końcu wylądował bezszelestnie za magiem w czerwonym płaszczu. Przyjrzał mu się dokładnie, a potem jeszcze dokładniej temu, co robi na zgliszczach jego przybytku, aż w końcu odchrząknął grzecznie i, nie odrywając oczu od lektury, rzucił, niby do siebie.
- Niesamowity pożar... Jakby same niebiosa chciały przywołać do siebie ten teatr...
Cały czas dokładnie wertował książkę, choć jego podzielna uwaga pozwalała mu się też przyjrzeć się reakcji czarodzieja.
Offline
Krucze oko
Co sie stało sie? Zadawał sobie to pytanie Krucze oko. Ból, który odczuwał, nie był na tyle potężny by był nie do zniesienia, ale zawsze utrudniał życie. Looknął on na siedzącego przy biurku stworka, Czemu ten mnie nie atakuje?! Zadał sobie pytanie. A ruchy stawały się coraz słabsze. Wiedzieć należy, że nie każdy jest supermenem by walczyć do usranej śmierci, gdyby chociaż nie był otoczony walczyłby znacznie dłużej, ale nie może.
-Panie, panie-Krzyknął do jegomościa-Może pan powstrzymać nich?
Rzekł dalej walcząc.
Offline
Sesje uważa się za zamkniętą. Dlaczego tak, a nie inaczej i co siedzi na wątrobie Gorna, dowiecie się być może w komentarzach. Kiedyś. Chyba.
Ze szczerego serca: przepraszam.
Offline